BWA Warszawa
BWA Warszawa

artyściBWA Warszawa
wystawy
wydarzenia
Targi
o nas

english version
Kama Sokolnicka
Agnieszka Pindera "Szkiełko Claude'a"

Krajobrazy są stanami duszy.
Henri-Frédéric Amiel

W głębi pejzażu przejrzyste powietrze przenika kształty i granica między widzialnym i niewidzialnym, rzeczywistym i wyobrażonym zachowana jest ze względu na ułomność naszego wzroku, który żeby coś dostrzec musi na coś patrzeć.
Andrzej Stasiuk

Nazywane również czarnym lustrem – szkiełko Claude'a – było rodzajem pre-fotograficznej soczewki używanej przez artystów i podróżników, miłośników krajobrazu. Za jego pośrednictwem obserwowany świat uabstrakcyjniał się – poprzez redukcję i uproszczenie kolorystyki – nabierając cech sentymentalnych podobnych XVIII i XIX-wiecznemu malarstwu. Szkiełkiem Kamy Sokolnickiej do pewnego stopnia jest psychoanaliza, z której kodami artystka chętnie wchodzi w dialog, i która nadaje odbiorowi jej prac charakterystyczną perspektywę.
I nawet jeśli metafory nie są do końca tożsame z tym co widzimy bywa, że obraz lądolodu czytamy jako nawiązanie do góry lodowej, pod którą dla Freuda kryje się psychika ludzka, ze świadomością reprezentowaną przez wierzchołek, a podświadomością i nieświadomością ukrytymi pod powierzchnią wody. Artystka również, jeśli podążać za post-freudowską koncepcją Hanny Segal o podejmowaniu przez twórców problematyki tożsamościowej, sama ukrywa się pod jednym z obrazów – przedstawiającym statek powietrzny – który oznaczać może spekulacje i życzenia odnośnie drogi życiowej.

Nawiązanie do instrumentu optycznego sprzed dwustu lat, chętnie używanego w podróży, w kontekście prac Kamy Sokolnickiej ma również związek z powracającym u artystki motywem wyprawy badawczej. Szkiełko Claude'a pojawia się w końcu jako wyposażenie podróżne szczególnego rodzaju odkrywcy – turysty, który uprawia oświeceniowe Grand Tour – w Polsce tak samo popularne wśród kobiet i mężczyzn, służące kształtowaniu młodego charakteru. Gdyby natomiast rozważać sens zastosowania szkiełka zgodnie z intencją pierwszych użytkowników, leżący w pragnieniu osiągnięcia ulotnej poetyki abstrakcji, artystka zdaje się również je podzielać, często więcej przesłaniając niż odkrywając, czy utrzymując raczej monochromatyczną paletę.

W kontekście twórczości współczesnego artysty szkiełko Claude'a przywołuje się chętnie w przypadku prozy Andrzeja Stasiuka. Wspomina on nawet w zbiorze opowiadań Dukla (2008) Lorraina, od którego imienia nazwę wzięło czarne lustro. Barokowy pejzażysta służy Stasiukowi za pretekst do wprowadzenia do narracji rozważań nad światłem, gdyż jak twierdzi narrator i protagonista zbioru: „Od dawna wydaje mi się, że jedyną wartą opisu rzeczą jest światło, jego odmiany i wieczność. Uczynki interesują mnie w znacznie mniejszym stopniu. Słabo je pamiętam.” I to właśnie do pewnego stopnia przez aktualizację metody mistrza u Stasiuka do naszych rąk trafia klucz do prezentacji Sokolnickiej w poznańskiej Galerii Fotografii pf. Problem światła, podobnie jak u beskidzkiego pisarza w reminiscencjach z podróży do miasteczka na południu Polski, organizuje wątki zaczerpnięte z kilku odrębnych cykli prac artystki, a także służy za alibi jej prezentacji w miejscu poświęconym fotografii. Wśród nich najbardziej „radykalne” jest Wybudzenie z dezorientacją – obiekt/kolaż, na który składa się paczka nigdy nie użytego – czyli „nie dotkniętego światłem” – papieru fotograficznego.

Tytuł wystawy – Powierzchnia – łączy obydwa wątki zarówno ten związany z psychoanalityczną kodyfikacją jak i fotograficzną błoną, to na jej powierzchni utrwalane są wspomnienia i doświadczenia, zabieg, który nasze umysły wykonują podczas snu.

 

Tekst opublikowany w katalogu do wystawy indywidualnej "Powierzchnia" w Galerii pf, Poznań



Powrót